.png)
Żeby nie zostawiać Cię z odpowiedzią „to zależy”, od razu odpowiem na najważniejsze pytanie.
Nie rekomenduję publikowania na LinkedIn postów napisanych przez ChatGPT metodą „kopiuj -> wklej”.
Jeżeli liczysz, że w ten sposób szybko zbudujesz markę osobistą, prawdopodobnie osiągniesz odwrotny efekt.
To nie oznacza jednak, że AI tylko szkodzi. W dalszej części artykułu pokażę, gdzie kończy się mądre wykorzystanie sztucznej inteligencji, a zaczyna utrata autentyczności, którą odbiorcy na LinkedIn wyczuwają błyskawicznie.
Od momentu popularyzacji narzędzi takich jak ChatGPT obserwuję jeden powtarzający się schemat. Przedsiębiorcy, eksperci i osoby budujące markę osobistą bardzo szybko odkrywają, że stworzenie posta zajmuje dziś kilkanaście sekund. Wystarczy wpisać krótkie polecenie, a model językowy przygotowuje gotową publikację.
Na pierwszy rzut oka brzmi to jak idealne rozwiązanie.
Wydaje się że dzięki temu jest mniej pracy, mniej wysiłku, a wciąż więcej treści. Treści, których masowe tworzenie od lat doradzają specjaliści od marketingu. Tylko czy w dobie wszechobecnych tekstów generowanych przez sztuczną inteligencję taka strategia ma jeszcze sens?
Jeszcze dwa lata temu większość użytkowników nie zwracała uwagi na sposób pisania postów. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Odbiorcy codziennie czytają dziesiątki treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Zaczynają rozpoznawać charakterystyczne konstrukcje zdań, przewidywalne schematy oraz sposób argumentacji, który bardzo często wygląda poprawnie, ale jednocześnie brzmi nienaturalnie.
W efekcie coraz częściej spotykam się z sytuacją, w której użytkownicy już po kilku zdaniach potrafią stwierdzić, że post został napisany przez model językowy.
To problem utraty autentyczności, który dotyka LinkedIna tak mocno, że część użytkowników już teraz deklaruje chęć odejścia z portalu.
Wiele osób zakłada, że skoro LinkedIn rozwija własne funkcje oparte na sztucznej inteligencji, to automatycznie będzie wspierał wszystkie treści tworzone przy jej pomocy.
Moje obserwacje są jednak inne.
Od dłuższego czasu LinkedIn konsekwentnie promuje treści, które generują realne zaangażowanie użytkowników. Platforma analizuje czas spędzony przy poście, liczbę zapisów, komentarze oraz zachowania odbiorców.
Jeżeli treść wygląda poprawnie, ale nie budzi emocji, nie wywołuje reakcji i nie wnosi nowej perspektywy, algorytm nie ma powodu, aby szeroko ją dystrybuować.
Podczas współpracy z klientami nie zakazuję korzystania z narzędzi opartych o sztuczną inteligencję.
Uważam, że są one świetnym wsparciem pod warunkiem, że wykorzystujemy je we właściwy sposób.
Narzędzia takie jak Claude, Gemini, czy ChatGPT bardzo dobrze sprawdzają się do:
To ogromna oszczędność czasu.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś próbuje zastąpić własne doświadczenie gotowym tekstem wygenerowanym przez model.
Największą wartością na LinkedIn nie jest wiedza. Wiedza jest dziś dostępna wszędzie.
Największą wartością jest doświadczenie. Twoje doświadczenie.
Klienci nie kupią kolejnej definicji marketingu, sprzedaży czy zarządzania. Nie kupią kolejnych “10 kroków do sukcesu w biznesie”. Kupują za to perspektywę osoby, która rozwiązywała podobne problemy, popełniała błędy i wyciągała z nich wnioski. A tego sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić.
AI czasami może pomóc uporządkować myśli, ale nie przeżyła spotkania z klientem, nie prowadziła firmy, nie podejmowała trudnych decyzji i nie budowała relacji biznesowych.
To właśnie te elementy sprawiają, że Twoja marka osobista jest wiarygodna, ale tylko wtedy, gdy sam o tym mówisz.
Najlepsze efekty osiągają osoby, które traktują AI jak asystenta, a nie autora.
Najpierw pojawia się własna historia, doświadczenie lub obserwacja. Następnie narzędzie pomaga uporządkować materiał, znaleźć dodatkowe argumenty albo nadać treści odpowiednią strukturę.
W takiej sytuacji technologia wzmacnia przekaz, zamiast go zastępować.
To podejście pozwala jednocześnie korzystać z zalet sztucznej inteligencji i zachować autentyczność, która na LinkedIn pozostaje jednym z najważniejszych elementów budowania zaufania.
Moim zdaniem sztuczna inteligencja jest zagrożeniem dla LinkedIn. W dobie postów pisanych przez AI, “teoria martwego internetu” wcale wydaje się już być tak odległą. Każdy z nas może jednak temu zaradzić, a nawet jeśli nie masz w planach ratowania świata, pomyśl o swojej marce. Pomyśl, jak chcesz być postrzegany przez pracowników i partnerów biznesowych.
Jeżeli chcesz budować markę osobistą, zdobywać klientów i rozwijać swoją pozycję eksperta, nie oddawaj sztucznej inteligencji własnego głosu.
To właśnie Twoje doświadczenia, obserwacje i sposób myślenia są tym, czego nie da się skopiować.
Umów się na zwyczajną rozmowę, podczas której porozmawiamy o tym, czego oczekujesz od LinkedIn'a.
Podzielę się moim doświadczeniem i doradzę, co można zrobić, aby zrealizować zakładane przez Ciebie cele.
Wypełnij formularz, a ja niezwłocznie odpiszę lub zadzwonię, aby umówić konkretny termin 15-minutowej rozmowy.